Parabanki już nie są bezpieczne
Kryzys na mapie finansowej świata odbił się także w sektorze polskich kredytów. W ciągu ostatnich kilku lat banki dwojako spoglądały na swoich klientów: w pierwszym kwartale 2008 roku obniżyły marżę i wymogi rekomendacyjne, aby już w drugiej połowie znów je podwyższyć. Hossa pojawia się częściej niż łagodzenie restrykcyjnych przepisów i w taką koniunkturę wchodzą właśnie kredyty gotówkowe oraz hipoteczne w Polsce. Wskutek zaostrzonej Rekomendacji S, która zmieni przepisy o wiarygodności płatniczej mniej aplikantów otrzyma pozytywne decyzje o przyznaniu pożyczki, co konsekwentnie pokieruje ich kroki do parabanków. Te jak wiadomo kierują się innymi zasadami i z chęcią wesprą swoich potencjalnych klientów – z jednym zasadniczym ALE. Wysoką sumę za prowizję oraz oprocentowaniem.
Taka sytuacja nie potrwa jednak wiecznie. Marazm w rozwoju polskiej gospodarki w dalszym ciągu będzie powodował zaostrzenie polityki finansowej i coraz mniej kredytobiorców otrzyma pożyczkę. Analitycy przewidują nawet, że jeśli nastąpi odpływ klientów z sektora publicznego, spora ich liczba zasili parabanki. Te nie pozostaną jednak bezczynne i stopniowo zaczną zaostrzać swoje elastyczne do tej pory reguły. Kontrola w BIK i dokładniejsze sprawdzanie potencjalnych pożyczkobiorców staną się na porządku dziennym. W kontekście takiego rozumowania na plan pierwszy wysuwa się oczywiście Provident. Po okresie dekoniunktury tej firmy, spowodowanej nadwyżką w naliczaniu prowizji szybko stanęła ona na nogi. Jak podkreśla zarząd Providenta każdy klient będzie w obliczu takich sytuacji szczegółowo “analizowany”. Nikt nie chce przecież borykać się w późniejszym terminie z windykacją i ściąganiem długów od wierzycieli.
Paradoksalnie firmy udzielające pożyczek parabankowych nie cieszą się jednak z takiego obrotu sytuacji. O ile klienci opuszczają banki, to taka sytuacja dotyka również prywatne spółki. Spotkał się z tym Provident w 2008 roku i spotyka również teraz, kiedy nie może sobie już pozwolić na tak dużą dozę szczerości dla klienta w kontekście płatniczym. Obecnie oprocentowanie za pożyczki chwilówki nie może przekraczać 24% i jest to restrykcyjnie pilnowane, dlatego coraz więcej ludzi będzie po prostu wolało oszczędzać, niż ryzykować finansowo w momencie spowolnionego rozwoju gospodarczego.
Z jednej strony może to i dobrze, bo zapętlenie kredytowe nieco się rozluźni. Z drugiej jednak wiele marzeń i potrzeb konsumpcyjnych nie zostanie zrealizowane. Wiadomo, że fortuna kołem się toczy – może kiedyś w końcu dotrze do portfeli polskich podatników…
